created: 1236689080|%e %B %Y, %H:%M

Wadą, bądź być może moją zaletą — zależnie od punktu widzenia — jest to, że potrzebuję, by każde moje działania, w które wkładam jakiś wysiłek, mniejszy czy większy, przyniosło wymierne rezultaty w krótkim czasie. Rezultaty, a jednocześnie satysfakcję i motywację do następnych działań. Nie jestem typem człowieka, który potrafi inwestować czas i pracę w rzeczy, które zwrócą się np. po roku.

Potrzebuję stałego rytmu wyzwań i pomysłów. Najlepszym rozwiązaniem jest prosty łańcuch zdarzeń: wyzwanie (zlecenie / projekt / pomysł) » wysiłek » rezultat w krótkim czasie » wysoka samoocena z powodu wykonania zadania » motywacja do następnych działań. W ten sposób każde wykonanie zadanie daje mi kopa do następnych działań. Jeśli łańcuch nie zostaje przerwany, sprawia to, że pracuję na najwyższych obrotach, z maksymalną wydajnością i motywacją. Wystarczy jednak, że coś pójdzie nie tak, a rozpędzanie się muszę zaczynać od nowa. Nie jest tak, że niepowodzenie degraduje moja motywację. Nie istnieje u mnie coś takiego, jak niepowodzenie. Choćby nie wiadomo jak trudne było zadanie, za wszelką cenę (a taki uparty już jestem) mu podołam. Im bardziej nie wychodzi, tym większa jest motywacja.

Łańcuch na ogół zawodzi w punkcie rezultatów w krótkim czasie. To jest moja duża bolączka. Nie potrafię długo czekać na wyniki swoich 'inwestycji'. Najprościej rzecz ujmując, wykonane zlecenie ma mi przynieść szybko kasę na konto. Wykonane obowiązki przełożyć się na pensję, a zaangażowanie w pracę w odpowiednie wynagrodzenie i inwestycje w moją osobę, jak pracownika / wspólnika. Zaangażowanie w naukę tego czy tamtego ma zaowocować tym, że przyniesie mi to wymierne skutki, czy to finansowe, czy niematerialne: renomę, szacunek, dobrą markę i opinię, nazwijmy to 'fachowca'.

Nie mniej istotne jest też samonagradzanie się za małe i te większe sukcesy. Coś wyszło dobrze? Sukces? No to zapalę sobie cygaro i napiję się whisky, tak w nagrodę. To dobry sposób, sprawdzony wielokrotnie. Albo kupię sobie jakiś durny gadżet, który do niczego się wprawdzie nie przyda, ale jakże podniesie morale i zmotywuje :)

Powie ktoś, że czasem nie da się tak od razu wszystkiego rozpędzić, żeby w krótkim czasie, niemalże natychmiastowo otrzymać taki czy inny zysk. A ja powiem, że się da. Trzeba mieć pomysł, potencjał, umiejętności, zapał, jaja i trochę szaleństwa.

Wkurza mnie tylko to, że wiem, jakie są moje możliwości, a nie ma na razie jak ich wykorzystać. Z tego też się wziął tytuł posta. Czy skoro wiem co i jak, mam przygotowane know-how, mam pomysł i nakreślony plan, to dlaczego nie zebrać tych wszystkich elementów oraz odpowiednich — podobnie myślących ludzi, by stworzyć dla siebie środowisko, które idealnie wpasuje się w moje potrzeby samorozwoju, motywacji i zysków?

Comments: 8


Mac

created: 1233833699|%e %B %Y, %H:%M

features-gallery-front20081014.png

I mentioned recently that I will write something about Mac and — to be clear — about different platforms at all. So, here we go.

I think that there's a straight path in using computers. Maybe it does not apply to everyone (especially Americans), but at least for most of more advanced users. The first contact with the computers usually begins with Microsoft Windows, that's obvious I think. There's no point in wondering why Windows is on the most of computers, it's also obvious. Then, there is a time when Windows is not enough, I needed security, ssh, console, I wanted a free software, much better in usual applications than MS Windows.

My first Linux was Gentoo. Gosh, that was something crazy. It's not an OS for begginers, definitely not. But with the help of Gabrys, few years ago I managed to learn how to do all the things and in not so much time I was able to recompile my kernel in a way I wanted :)

And here comes the big BUT (yeah, big but, with one 't').

I just got enough of this constant fights with Gentoo, recompiling this or that, ATI drivers problems, everything had to be done 'by-hand', in a console. More or less everything was working, but… more or less. Never flawlessly and in a way I wanted.

So I changed Gentoo to Kubuntu (there was SUSE for a short time in the middle). Wow, that was great, just after installing everything was working, configured properly and only some minor things were not ok, such as the constant problem of ATI drivers (yeah, thank you very much, AMD/ATI! :/). I'm still using Kubuntu (8.04 now, because I can't handle KDE4), but I start to get enough of it to. Not everything is working as I want. Not every software is working. Sometimes there are problems between GTK and QT libs, some windows look different than other and I couldn't fix it. My X server hangs when I want to shut it down (K -> Shutdown -> Power off -> It hangs), so I have to reboot my computer every time I want to restart my Xes. That's f$%@^g annoying.

And now, the solution is:

Mac

I know that there are many vices of Mac OS X. Some things are just too simple and too poor and if I want more settings, I cannot do it. But the ability to make everything in an easy way and the fact, that everything is working perfectly just out-of-the-box is making me calm. I don't have to worry if it's gonna work or not. I know that it will.

But wait. I can't use my favorite Amarok instead of iTunes, which I don't like? I cannot play my favorite game? What the heck? And here comes another solution: Parallels. And I can have Mac, Windows, Linux or one machine without rebooting, without BootCamp, with just a single keyboard shortcut I can change my OSes like gloves. And everything is working just as it should.

I think that new MacBook should handle three OSes at one time.

I'm getting old and lazy. I don't want to fight with the computer, I just need to use it.

And that's the best solution: have a MacBook1, so Mac OS X will run perfectly as a main OS, Windows to play games, Linux to do other things which cannot be done using there two above. Well, Mac has a console, it should work even without Linux, but I have a sentiment to linux and I believe I will be using it for a long time.

Period.

Comments: 10


created: 1233768644|%e %B %Y, %H:%M

And suddenly some words came out of his head, without warning, without symptoms.

Mourner's lament in this evening, atone,
in the orchard we walk,
with a burden we die,
with the ivy veiled miserable tone,
I sung a last goodbye.

Comments: 4


2009 Copyright. All Rights Reserved.